Dzikie zwierzę padło na twoim gruncie? Zapłacisz za jego usunięcie

08.05.2019

Dziennik Gazeta Prawna, autor: Zofia Józwiak, komentarz: dr Łukasz Wyszomirski

Żywe są własnością Skarbu Państwa, martwe problemem tego, na czyim terenie je znaleziono. Prawo nie przewiduje bowiem odpowiedzialności państwa ani samorządów za koszt ich utylizacji. Właściciele ziemi mogą dochodzić zwrotu swoich wydatków w sądzie

Kilka tygodni temu w gminie Bobolice w województwie zachodniopomorskim jeden z rolników znalazł na swojej ziemi pięć jeleni zagryzionych przez wilki. W gminie poinformowano go, że ma zapłacić za ich fachową utylizację, choć zwierzęta nie należały do niego. Dlaczego? Otóż z art. 22 ust. 1 pkt 3 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 151 ze zm.) wynika obowiązek właściciela do usunięcia padłych zwierząt z jego nieruchomości. Więcej, także art. 5 ust. 1 ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 1454 ze zm.) wskazuje na odpowiedzialność właściciela gruntu. Z kolei resort środowiska w przesłanym stanowisku (ramka) zwraca nam uwagę, że w tym przypadku zastosowanie mają też przepisy o odpadach. Zgodnie z nimi posiadaczem odpadów jest każdy, kto faktycznie nimi włada, czyli ma te odpady na swojej nieruchomości.

Praktycznie taki właściciel gruntu jest więc pozostawiony sam sobie. Potwierdza to przykład Bobolic. – Gdy rolnik zwrócił się do nas o pomoc, próbowaliśmy interweniować u marszałka i u wojewody, także w wojewódzkim inspektoracie ochrony środowiska, ale wszyscy umywali ręce – mówi sekretarz gminy Krzysztof Dziadul. – Przyjechał tylko lekarz weterynarii, stwierdził, że zwierzęta nie były chore i odjechał. Rolnik musiał utylizacją zająć się sam – dodaje sekretarz.

Gmina też w potrzasku?
– Kwestia odpowiedzialności właściciela nieruchomości za usunięcie zwłok dzikich zwierząt padłych na jego terenie budzi wątpliwości w praktyce – potwierdza dr Łukasz Wyszomirski, adwokat z kancelarii Sołtysiński, Kawecki i Szlęzak. – Niektóre gminy zapewniają usunięcie takich zwłok na swój koszt. Powołują się przy tym na art. 3 ust. 2 pkt 15 ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, zgodnie z którym zapewniają one zbieranie, usuwanie, transport i unieszkodliwianie zwłok bezdomnych zwierząt lub ich części oraz współdziałają z przedsiębiorcami podejmującymi działalność w tym zakresie (zadanie własne gminy). – Właściciel nieruchomości zgłasza wówczas problem odpowiednim jednostkom gminnym, które zapewniają usunięcie zwłok – mówi prawnik. Jednak, jak zauważa dr Wyszomirski, choć takie rozwiązanie jest proste i korzystne dla właścicieli nieruchomości, to budzi wątpliwości prawne. Przede wszystkim przepis dotyczy zwłok zwierząt bezdomnych. A tymi są zwierzęta domowe lub gospodarskie, które uciekły, zabłąkały się lub zostały porzucone przez człowieka, a nie ma możliwości ustalenia ich właściciela lub innej osoby, pod której opieką trwale dotychczas pozostawały (art. 4 pkt 16 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt; t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 122). Zwierzęta dzikie nie są zwierzętami domowymi ani gospodarskimi, zatem nie mogą być zwierzętami bezdomnymi i przepis ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach ich nie dotyczy.

Ten tok myślenia potwierdza sekretarz Bobolic – Zgodnie z art. 7 konstytucji możemy działać tylko zgodnie z prawem i w granicach prawa, a w przypadku padłych dzikich zwierząt takich możliwości nie mamy. Gdybyśmy zutylizowali dzikie zwierzęta na własny koszt, to moglibyśmy mieć problemy z uznaniem tych wydatków przez regionalną izbę obrachunkową – wyjaśnia Krzysztof Dziadul. Dodaje jednak, że w tym przypadku rolnik był właścicielem dużego stada krów i z utylizacją nie było problemu. Poza finansowym – bo koszt wyniósł ok. 1500 zł.

Pytanie, co zrobiłaby gmina, gdyby właściciela gruntu, na którym padło dzikie zwierzę, nie było stać na jego utylizację? – Wtedy musielibyśmy się zastanowić nad przyznaniem doraźnej, jednorazowej zapomogi – przyznaje nasz rozmówca z Bobolic. – Jeśli zaś padlina nie zostałaby uprzątnięta, musielibyśmy to zrobić sami, narażając się na zarzuty RIO – dodaje. Doktor Marek St. Kubica, powiatowy lekarz weterynarii w Białogardzie, mówi jednak, że taka pomoc wcale nie jest konieczna, bo jednostka samorządu terytorialnego ma inne narzędzie – może nałożyć na niesubordynowanego właściciela karę i w ten sposób przymusić go do przeprowadzenia utylizacji.

Za drogę odpowiada zarząd
Pytany, czy były już sytuacje, gdy dzikie zwierzę padło na terenie niebędącym własnością gminy, Krzysztof Dziadul mówi, że były zdarzenia związane z padliną na drogach. – Powinien się tym zająć powiatowy zarząd dróg, ale gdy przyszło co do czego, musieliśmy posprzątać sami – mówi sekretarz Bobolic. Jak wyjaśnia, truchło w dziwny sposób się przemieściło i znalazło na gruncie gminnym.

– Faktycznie, z art. 3 ust. 2 pkt 15 ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach wynika, że to gmina zapewnia zbieranie, transport i unieszkodliwianie zwłok bezdomnych zwierząt lub ich części – przypomina Marek St. Kubica. – Ale na uwadze trzeba mieć też to, że art. 5 ust. 4 tejże ustawy zobowiązuje zarządcę drogi do utrzymania czystości i porządku na drogach publicznych. W tym pojęciu mieści się, jak można wywodzić, również usuwanie zwłok padłych zwierząt – dodaje weterynarz. Na prawdziwość tej tezy przytacza wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z 27 listopada 2014 r., sygn. akt IV SA/Po 646/14, z 7 października 2015 r., sygn. akt IV SA/Po 576/15, z 21 stycznia 2016 r., sygn. akt IV SA/Po 740/15 oraz wyrok WSA w Gdańsku z 26 listopada 2013 r., sygn. akt II SA/Gd 553/13.

Luka w przepisach
Artykuł 2 ustawy z 13 października 1995 r. – Prawo łowieckie (t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 2033) stanowi, że zwierzęta łowne w stanie wolnym, jako dobro ogólnonarodowe, stanowią własność Skarbu Państwa. Z kolei kwestia pozbywania się zwłok padłych zwierząt została uregulowana w kilku innych ustawach. Co powinna więc zrobić osoba, którą taka sytuacja dotknie? – Gdy znajdzie martwe zwierzę, np. lisa z podejrzeniem wścieklizny, zgłasza to powiatowemu lekarzowi weterynarii. Naszym obowiązkiem jest zająć się sprawą – mówi dr Kubica. Problem zaczyna się, gdy wiadomo, że zwierzę nie zdechło z powodu choroby zakaźnej. – W naszej codziennej pracy status prawny zwierząt dzikich nastręcza wielu kłopotów. Właśnie w związku z pewną niedookreślonością instytucji czy osoby prawnej odpowiedzialnej za takie zwierzęta i skutki ich aktywności – mówi weterynarz. I wyjaśnia, że prawne zdefiniowanie osoby odpowiedzialnej zależy od tego, czy zwierzę jest żywe, czy martwe. W jaki sposób należałoby więc rozwiązać tę kwestię? – Rozwiązaniem optymalnym byłoby, gdyby na terenie całego kraju zwierzęta dzikie w stanie wolnym były reprezentowane przez jedną i tę samą osobę czy instytucję, niezależnie od ich bieżącej kondycji, miejsca przebywania (droga, pole, las, miasto) i zdarzenia z nimi związanego – mówi dr Kubica. Niestety tak nie jest. Analogiczne spory kompetencyjne są związane np. z kwestią zagospodarowania, wyłapania i leczenia chorych na choroby niezakaźne czy rannych w wypadkach komunikacyjnych dzikich zwierząt na terenach miejskich. Właściwe byłoby, zdaniem lekarza, uregulowanie tych kwestii jednolicie i w jednym miejscu. – Były nawet takie próby przy okazji projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt – przypomina dr Kubica. Ale projekt z zupełnie innych przyczyn (m.in. kwestii związanych ze zwierzętami futerkowymi – red.) od lat leży w sejmowej zamrażarce.

Po zwrot pieniędzy do sądu
To, że obowiązek usunięcia zwłok padłych dzikich zwierząt z nieruchomości prywatnej obciąża jej właściciela, posiadacza lub zarządcę, nie oznacza jednak, że osoby te mają finalnie ponosić związane z tym koszty. Nie były przecież właścicielami tych zwierząt ani nie przyczyniły się w żaden sposób do ich śmierci. Sądy orzekały już w tym zakresie. – Rozumowania poszczególnych składów orzekających różnią się co do detali, np. co do tego, czy zwłoki dzikiego zwierzęcia są odpadem w rozumieniu ustawy o odpadach (np. wyrok Sądu Rejonowego w Kędzierzynie Koźlu z 30 kwietnia 2015 r., sygn. akt I C 741/14), czy nie (np. wyrok Sądu Okręgowego w Gliwicach z 31 sierpnia 2016 r., sygn. akt III Ca 1956/15) – mówi mec. Wyszomirski. – Niemniej jednak główna teza jest jedna: właścicielem zwłok dzikiego zwierzęcia jest Skarb Państwa. Śmierć zwierzęcia nie zmienia stosunków własnościowych – dodaje prawnik. I jednoznacznie wyjaśnia, że to Skarb Państwa ponosi koszty usunięcia i utylizacji zwłok (por. także wyrok Sadu Okręgowego w Opolu z 2 października 2013, sygn. akt II Ca 592/13). – Zasadniczo podstawą roszczenia właściciela o zwrot kosztów są przepisy kodeksu cywilnego o prowadzeniu cudzych spraw bez zlecenia – podkreśla dr Wyszomirski, dodając, że choć przytoczone orzeczenia dotyczą usuwania zwłok dzikich zwierząt z dróg, to ta sama zasada dotyczy usuwania zwłok dzikich zwierząt z nieruchomości prywatnych.

Do kogo z roszczeniem
Ale na tym nie koniec problemów właścicieli nieruchomości. Nie wiadomo bowiem, do kogo z roszczeniem za utylizację padliny należy się zwrócić – do wojewody czy nadleśnictwa. – Orzecznictwo nie jest jednolite co do tego, która jednostka Skarbu Państwa powinna pokryć koszty usunięcia i utylizacji zwłok dzikiego zwierzęcia. Przyjmuje się, że jest to albo właściwy zarząd województwa (sprawujący administrację w zakresie łowiectwa jako zadanie z zakresu administracji rządowej – art. 7 ust. 2 prawa łowieckiego), albo właściwe nadleśnictwo (jednostka organizacyjna Lasów Państwowych, odpowiedzialnych za prowadzenie gospodarki leśnej) – mówi dr Wyszomirski. Wydaje się, że z uwagi na rozbieżności w orzecznictwie właściciel (posiadacz, zarządca) nieruchomości powinien z ostrożności zwrócić się do obu tych podmiotów – radzi prawnik.

– W przypadku analogicznym, choć dotyczącym zwierzęcia padłego na drodze, Sąd Okręgowy w Gliwicach w wyroku z 31 sierpnia 2016 r. (sygn. akt III Ca 1956/15) rozstrzygnął, że podmiotem uprawnionym do podejmowania czynności procesowych w imieniu Skarbu Państwa jest zarząd województwa – wskazuje z kolei Marek Kubica.

Jak wynika z dotychczasowych orzeczeń, sądy administracyjne zasądzały zwroty kosztów utylizacji. Wygląda więc na to, że rolnik z Bobolic, jeśli zdecyduje się na pozew, może odzyskać pieniądze.