Ekolodzy muszą wykazać interes społeczny

Dopuszczenie organizacji społecznej do udziału w postępowaniu administracyjnym możliwe jest w przypadku, gdy jest to uzasadnione celami statutowymi tej organizacji oraz gdy przemawia za tym interes społeczny. Obie przesłanki muszą być spełnione łącznie.

Realizacja celów statutowych nie oznacza automatycznie wystąpienia interesu społecznego. Taka konkluzja wynika z wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 16 kwietnia 2019 r. (II OSK 1461/17), w którym sąd oddalił skargę kasacyjną od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 17 stycznia 2017 r. (sygn. IV SA/ Wa 2469/16) w przedmiocie odmowy dopuszczenia na prawach strony do udziału w postępowaniu administracyjnym. Wyrok został wydany w następującym stanie faktycznym.

Wniosek organizacji ekologicznej

Inwestor złożył wniosek o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia polegającego na budowie gazociągu wysokiego ciśnienia związanego z przyłączeniem gazociągu do zakładu inwestora. W toku tego postępowania stowarzyszenie ekologiczne wystąpiło do organu prowadzącego postępowanie – regionalnego dyrektora ochrony środowiska (RDOŚ) – o dopuszczenie do udziału w postępowaniu na prawach strony.

Jako podstawę prawną wniosku stowarzyszenie wskazało art. 44 ust. 1 ustawy z 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (ustawa środowiskowa), lub alternatywnie, w zależności od przepisów mających zastosowanie w sprawie, art. 31 § 1 pkt 2 Kodeksu postępowania administracyjnego (k.p.a.).

Następnie RDOŚ poinformował stowarzyszenie, że postanowieniem stwierdził brak potrzeby przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko dla ww. przedsięwzięcia. Z tego względu wskazany przepis art. 44 ust. 1 ustawy środowiskowej nie będzie miał zastosowania. Ponadto, na podstawie art. 31 § 2 k.p.a. RDOŚ odmówił dopuszczenia stowarzyszenia do udziału w ww. postępowaniu, wskazując, że stowarzyszenie nie wykazało spełnienia przesłanek wynikających z art. 31 § 1 pkt 2 k.p.a.

Na postanowienie RDOŚ stowarzyszenie złożyło zażalenie do generalnego dyrektora ochrony środowiska (GDOŚ). Po rozpatrzeniu tego zażalenia GDOŚ utrzymał jednak w mocy zaskarżone postanowienie. W ocenie GDOŚ stowarzyszenie nie wykazało, że jego uczestnictwo w postępowaniu uzasadnione jest interesem społecznym. Zdaniem GDOŚ podane przez stowarzyszenie okoliczności są ogólne i nie wykazują istnienia interesu społecznego.

Skarga do WSA

Od postanowienia GDOŚ stowarzyszenie złożyło skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (WSA). W skardze stowarzyszenie zarzuciło GDOŚ m.in. naruszenie art. 31 § 1 k.p.a. poprzez niedopuszczenie do udziału w postępowaniu w sytuacji, gdy m.in.:

  • jest to uzasadni one celami statutowymi stowarzyszenia, do których należy m.in.: ochrona środowiska, wspieranie i rozwój krajobrazu naturalnego, ochrona ekosystemów,
  • przemawia za tym interes społeczny, ponieważ stowarzyszenie aktywnie działa w postępowaniach środowiskowych od 2004 roku, czuwając nad przebiegiem procesów inwestycyjnych na terenie miasta, gdzie siedzibę ma stowarzyszenie, i okolic. Ponadto jego udział w postępowaniu zapewnia nadzór nad przestrzeganiem przez organ administracyjny przepisów prawa oraz norm środowiskowych, a stowarzyszenie posiada poparcie społeczności lokalnej.

WSA nie podzielił argumentacji zawartej w skardze i ją oddalił. Sąd zwrócił uwagę, że pojęcie „interesu społecznego” wymaga każdorazowej, indywidualnej oceny w konkretnej sprawie. Samo odwoływanie się do celów statutowych organizacji, nie jest wystarczające do przyjęcia, że interes społeczny w danej sprawie przemawia za podjęciem przez organ działań żądanych przez tę organizację.

Jednocześnie WSA zaznaczył, że argumentacja świadcząca o zasadności dopuszczenia organizacji społecznej do udziału w postępowaniu w oparciu o interes społeczny powinna wynikać z pisma złożonego przez organizację społeczną, w tym przypadku przez stowarzyszenie. Tymczasem argumentacja stowarzyszenia jest zbyt ogólnikowa i opiera się wyłącznie na próbie wykazywania istnienia interesu społecznego poprzez podkreślanie realizacji celów zawartych w statucie stowarzyszenia. Cel społeczny powinien być skonkretyzowany i powiązany z daną sprawą, w której występuje stowarzyszenie. Stowarzyszenie nie sprostało temu zadaniu.

NSA oddala skargę

Od wyroku WSA stowarzyszenie złożyło skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA). NSA oddalił jednak tę skargę. Sąd zgodził się z argumentacją przedstawioną przez organy administracji i WSA. Sąd stwierdził, że przy ustaleniu spełnienia przesłanek uprawniających dopuszczenie organizacji społecznej do udziału w postępowaniu administracyjnym dotyczącym praw lub obowiązków osób trzecich nie jest dopuszczalna wykładnia rozszerzająca.

NSA zaznaczył, że wprawdzie pierwsza z przesłanek wskazanych w art. 31 § 1 pkt 2 k.p.a. została spełniona (dopuszczenie stowarzyszenia do udziału w postępowaniu uzasadnione jest celami statutowymi tego stowarzyszenia), to jednak druga przesłanka spełniona nie została.

Zdaniem NSA błędne jest założenie, że sama realizacja celów statutowych niejako automatycznie uzasadnia wystąpienie interesu społecznego. Istnienie interesu społecznego nie wynika z możliwości realizacji celów statutowych organizacji społecznej, ale może być uzasadnione w konkretnych okolicznościach sprawy potrzebą ochrony praw publicznych lub praw grupy lub grup społecznych. Wnioskując o dopuszczenie do udziału w postępowaniu stowarzyszenie nie wskazało, jakie wartości istotne ze społecznego punktu widzenia, które wymagają ochrony w tym postępowaniu, mieszczą się w ramach interesu społecznego.

Sygnatura akt: II OSK 1461/17

KOMENTARZ EKSPERTA
Tomasz Duchniak radca prawny, Kancelaria Sołtysiński Kawecki & Szlęzak

Komentowany wyrok uważam za trafny. Co do zasady udział tzw. organizacji ekologicznych w postępowaniu administracyjnym w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach regulują przepisy ustawy z 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Przepisy te dopuszczają organizacje ekologiczne do udziału w postępowaniu dotyczącym decyzji środowiskowej (na prawach strony) w przypadku, gdy w ramach tego postępowania przeprowadzana jest ocena oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko, a organizacje spełnią przesłanki wskazane w art. 44 ust. 1 tej ustawy. W przypadku zaś, gdy ocena oddziaływania na środowisko dla danego przedsięwzięcia nie jest przeprowadzana, organizacje ekologiczne mogą żądać dopuszczenia do udziału w postępowaniu, gdy wykażą, że jest to uzasadnione celami statutowymi tych organizacji i gdy przemawia za tym interes społeczny (art. 31 § 1 pkt 2 k.p.a.). W najnowszym orzecznictwie sądów administracyjnych podkreśla się, że organizacja społeczna domagająca się dopuszczenia jej do udziału w postępowaniu ze względu na interes społeczny ma obowiązek szczególnie starannego wykazania istnienia takiego interesu społecznego w danym postępowaniu. Omawiany wyrok wpisuje się w tę linię orzeczniczą.

Nie każde uchybienie jest rażącym naruszeniem prawa

W pewnych okolicznościach znajdujący się w decyzji organu błąd w oznaczeniu nieruchomości (błędny numer działki ewidencyjnej), na której znajduje się samowolnie wykonany budynek podlegający rozbiórce, może zostać skorygowany poprzez postanowienie o sprostowaniu decyzji.

Takie wnioski wynikają z wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 20 lutego 2019 r. (Il OSK 821/17), w którym sąd ten oddalił skargę kasacyjną od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 17 listopada 2016 r. (sygn. VII SA/Wa 2857/15). Wyrok NSA został wydany w następującym stanie faktycznym.

Budowa domku letniskowego

W roku 2000 inwestor nabył nieruchomość z zamiarem budowy na niej domku letniskowego. Zwrócił się do burmistrza miasta z wnioskiem o przekwalifikowanie nieruchomości na nieruchomość o przeznaczeniu rekreacyjnym. Otrzymał odpowiedź, że wniosek będzie rozpatrzony w pierwszym kwartale 2001 r. Ponieważ inwestor uznał, że otrzymana odpowiedź nie jest negatywna, w maju 2001 r. przystąpił do realizacji budynku rekreacyjnego. Na działce zbudował dom o konstrukcji drewnianej, niezwiązany trwale z gruntem, z dachem dwuspadowym pokrytym papą, posadowiony na bloczkach betonowych.

Na wybudowanie domku rekreacyjnego wymagane było pozwolenie na budowę, którego inwestor nie uzyskał. Dlatego w stosunku do tego obiektu postępowanie w sprawie zgodności z prawem wszczął powiatowy inspektor nadzoru budowlanego (PINB). Wezwał on inwestora do przedłożenia dokumentów koniecznych do zalegalizowania budynku, w tym zaświadczenia o zgodności inwestycji z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Inwestor dokumentów tych nie przedłożył. Z tego względu PINB wydał decyzję nakazującą rozbiórkę domku letniskowego. Decyzja ta zawierała jednak błędne oznaczenie działki, na której znajduje się domek letniskowy. W dalszej kolejności postanowieniem PINB sprostował oznaczenie tej działki (poprzez podanie właściwego numeru działki ewidencyjnej).

Parę lat później nowi właściciele tej działki uznali, że decyzja rozbiórkowa, która do tej pory nie została wykonana, jest wadliwa. Dlatego złożyli oni wniosek o stwierdzenie nieważności tej decyzji. We wniosku wskazali, że decyzja nakazująca rozbiórkę budynku letniskowego zawiera wady w postaci niewykonalności decyzji oraz że decyzja ta rażąco narusza prawo. W obu przypadkach jako okoliczność uzasadniającą stwierdzenie nieważności decyzji wnioskodawcy wskazali błędne oznaczenie działki w treści decyzji.

Odmowa unieważnienia decyzji

Organ rozpatrujący wniosek – wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego (WINB) – działając na podstawie art. 158 § 1 w zw. z art. 156 § 1 oraz art. 157 Kodeksu postępowania administracyjnego (k.p.a.) odmówił stwierdzenia nieważności decyzji rozbiórkowej. Od decyzji WINB wnioskodawcy złożyli odwołanie do głównego inspektora nadzoru budowlanego (GINB), lecz organ odwoławczy utrzymał w mocy decyzję WINB.

GINB nie zgodził się z zarzutem niewykonalności decyzji i rażącego naruszenia prawa. Organ wskazał, że wprawdzie w sentencji decyzji podano błędny numer działki, jednak uchybienie to nie ma charakteru rażącego, skoro postępowanie dotyczyło tej samej działki, co do której nie było w toku postępowania wątpliwości. Ponadto w obrocie prawnym funkcjonuje ostateczne postanowienie, którym sprostowano błędnie powołany numer działki. Nadto, zdaniem WINB nie zostały także spełnione przesłanki do uznania decyzji rozbiórkowej za niewykonalną.

Od decyzji GINB wnioskodawcy złożyli skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (WSA). Jednak WSA podzielił stanowisko organów nadzoru budowlanego i oddalił skargę. WSA wskazał na nadzwyczajny charakter trybu stwierdzenia nieważności decyzji, którego celem jest wyeliminowanie z obrotu prawnego decyzji dotkniętej wyłącznie wadami kwalifikowanymi wymienionymi w art. 156 § 1 k.p.a.

Niedopuszczalne jest utożsamianie każdego uchybienia z rażącym naruszeniem prawa. O rażącym naruszeniu prawa, w rozumieniu art. 156 § 1 pkt 2 k.p.a., decydują łącznie trzy przesłanki: oczywistość naruszenia prawa, charakter przepisu, który został naruszony oraz racje ekonomiczne lub gospodarcze skutki, które wywołuje decyzja. Oczywistość naruszenia prawa polega na rzucającej się w oczy sprzeczności pomiędzy treścią rozstrzygnięcia, a przepisem prawa stanowiącym jego podstawę prawną.

W ocenie WSA decyzja rozbiórkowa nie jest obarczona wadami kwalifikowanymi, w tym wadą rażącego naruszenia prawa, jak i wadą wskazującą na jej niewykonalność, jak zarzucali wnioskodawcy. Jak wskazał sąd, w niniejszej sprawie należało przeprowadzić postępowanie legalizacyjne, ponieważ domek letniskowy został wybudowany bez wymaganego pozwolenia na budowę. Inwestor jednak nie przedłożył dokumentów wymaganych do legalizacji obiektu, co oznaczało konieczność wydania decyzji rozbiórkowej.

Wyjątek od zasady

Od wyroku WSA wnioskodawcy złożyli skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA). NSA podzielił jednak stanowisko sądu I instancji i oddalił tę skargę. NSA zwrócił uwagę, że doprowadzenie do stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej powinno być pojmowane w kategoriach wyjątku od zasady trwałości decyzji wyrażonej w art. 16 § 1 k.p.a. NSA odniósł się m.in. do zarzutu rażącego naruszenia prawa poprzez błędne oznaczenie działki w treści decyzji rozbiórkowej.

NSA wyjaśnił, że z całokształtu akt sprawy wynika jednoznacznie, której działki dotyczy prowadzone postępowanie. Dlatego tego rodzaju błąd należy uznać za błąd nieistotny, noszący znamiona omyłki pisarskiej. Mogła ona zostać sprostowana w trybie art. 113 § 1 k.p.a., ponieważ w rzeczywistości miała charakter przypadkowy. Innymi słowy, sprostowanie decyzji nie spowodowało modyfikacji w postaci nałożenia obowiązku na podmiot, w stosunku do którego powinność ta nie miała zaistnieć.

ZDANIEM AUTORA

Tomasz Duchniak radca prawny, Kancelaria Sołtysiński Kawecki & Szlęzak

W omawianej sprawie przedmiot sporu dotyczył oceny błędnego oznaczenia działki ewidencyjnej w treści decyzji nakazującej rozbiórkę budynku. Skarżący podnosili, że błąd w prawidłowym określeniu numeru działki, co do której orzeczony został nakaz rozbiórki, nie może mieć charakteru oczywistej omyłki, a co za tym idzie, nie podlega sprostowaniu w trybie art. 113 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego. Zgodnie z tym przepisem organ administracji publicznej może z urzędu lub na żądanie strony prostować w drodze postanowienia błędy pisarskie i rachunkowe oraz inne oczywiste omyłki w wydanych przez ten organ decyzjach.

Co do zasady, sprostowanie decyzji na podstawie cytowanego przepisu nie może prowadzić do merytorycznej zmiany decyzji. Ponadto, w orzecznictwie sądowoadministracyjnym podkreśla się, że przedmiotem sprostowania nie mogą być mylne ustalenia faktyczne organu administracji lub mylne zastosowanie przepisu prawnego. W mojej ocenie w okolicznościach komentowanego stanu faktycznego zastosowanie sprostowania decyzji rozbiórkowej było uzasadnione. Skoro w realiach sprawy nie budziło wątpliwości, jakiej działki dotyczyło rozstrzygnięcie nadzoru budowlanego, to błędne wskazanie działki w sentencji decyzji mogło podlegać sprostowaniu na podstawie art. 113 § 1 k.p.a. Co za tym idzie, decyzja rozbiórkowa nie była dotknięta kwalifikowaną wadą (art. 156 § 1 k.p.a).

Sygnatura akt: Il OSK 821/17.

Nadmiar sankcji w VAT może zaszkodzić firmom

Projekt nowelizacji wprowadzającej obowiązkowy split payment przewiduje kilka nowych kar za błędy podatników. Podobnie ustawa dotycząca tzw. białej listy. W praktyce spółki i menedżerowie mogą odpowiedzieć za jedną przewinę z różnych paragrafów.

Ministerstwo Finansów wprowadza obowiązkowy split payment, ponieważ dotychczasowe mechanizmy mające przeciwdziałać oszustwom VAT okazały się niewystarczające. Chodzi nie tylko o odwrotne obciążenie na towary wrażliwe (okazuje się, że po stronie nabywców, na których ciąży obowiązek zapłaty VAT, również są oszuści, którzy nie wpłacają podatku do urzędu skarbowego), lecz także odpowiedzialność solidarną i kaucję gwarancyjną. MF przyznaje, że złożenie takiej kaucji nie jest dla przestępców przeszkodą. Wręcz przeciwnie, zdarzało się, że niektóre podmioty składały kaucję po to, aby uwiarygodnić swoją działalność u kontrahentów.

Lepszym, a więc skuteczniejszym rozwiązaniem uszczelniającym VAT, jest podzielona płatność. Obowiązek jej stosowania będą mieli nabywcy towarów wymienionych w nowym załączniku nr 15 do ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 2174 ze zm.; dalej: ustawa o VAT). Sprzedawcy tych towarów będą mieli natomiast obowiązek odpowiedniego oznaczania faktur.

O ile solidarna odpowiedzialność i kaucje gwarancyjne utrudniały dotychczas prowadzenie działalności, o tyle projekt nowelizacji wprowadzający obowiązkowy split payment przewiduje liczne sankcje za niedopełnienie obowiązków. Zwróćmy przede wszystkim uwagę, że MF likwiduje kaucję gwarancyjną, ale jedynie modyfikuje solidarną odpowiedzialność.

Projekt przewiduje też następujące kary:

  • 100-proc. sankcja VAT dla sprzedawcy (konieczność zapłaty 100 proc. wartości podatku wykazanego na fakturze) – za brak umieszczenia informacji o obowiązku opłacenia faktury w systemie podzielonej płatności; zgodnie z projektem na fakturze powinno się pojawić oznaczenie „mechanizm podzielonej płatności”, dotyczy to wyłącznie faktur dokumentujących transakcje dokonane między podatnikami, których jednorazowa wartość, bez względu na liczbę wynikających z niej płatności, przekracza 15 tys. zł lub równowartość tej kwoty;
  • 100-proc. sankcja VAT dla nabywcy (konieczność zapłaty 100 proc. wartości podatku wykazanego na fakturze) – za brak zapłaty w systemie podzielonej płatności za fakturę, która powinna być opłacona w tym systemie;
  • brak możliwości uwzględnienia danego wydatku jako kosztu uzyskania przychodów, w przypadku gdy faktura dotycząca tego wydatku nie zostanie opłacona w systemie split payment;
  • zarówno sprzedawca, jak i nabywca będą mogli zostać ukarani sankcją karną skarbową (maksymalnie 720 stawek dziennych) za brak płatności w systemie split payment, mimo takiego obowiązku.

Piotr Andrzejak, radca prawny, doradca podatkowy i partner kierujący praktyką VAT Kancelarii SK&S, zwraca uwagę, że sankcje te nie będą jednak stosowane wobec osób fizycznych, które za ten sam czyn ponoszą odpowiedzialność karną-skarbową. Innymi słowy, jeśli fiskus sięgnie po sankcje z kodeksu karnego skarbowego, to nie będzie mógł na osoby fizyczne nałożyć równolegle sankcji VAT i w podatku dochodowym.

Zwróćmy uwagę, że już wcześniej MF wprowadziło do ustawy o VAT zachęty do stosowania split paymentu (dobrowolnego). Chodzi o zmiany wprowadzone wraz z białą listą podatników VAT. Zgodnie z ustawą z 12 kwietnia 2019 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (zacznie obowiązywać od 1 września br.) kontrahenci podatnika będą musieli przelewać pieniądze na wskazane fiskusowi rachunki. Jeśli tego nie zrobią, a więc przeleją pieniądze na inne konto, a kwota przelewu będzie wyższa niż 15 tys. zł, to nabywca:

  • będzie solidarnie odpowiadał za VAT ze sprzedawcą,
  • nie będzie mógł zaliczyć wydatku do kosztów uzyskania przychodów w PIT lub CIT.

To kolejne sankcje, które będą grozić podatnikom, tym razem za zapłatę na inne rachunki niż wynikające z nowego wykazu podatników VAT. Sankcji będzie jednak można uniknąć w dwóch przypadkach:

  • gdy podatnik przeleje pieniądze na rachunek spoza wykazu, ale w ciągu trzech dni zgłosi ten fakt naczelnikowi urzędu skarbowego lub
  • opłaci należność w systemie split payment.

Innymi słowy, przelewu w systemie dobrowolnej podzielonej płatności można dokonać na konto kontrahenta spoza nowego wykazu, a mimo to nabywca uniknie sankcji.

Piotr Andrzejak uważa, że są to dolegliwości finansowe związane z brakiem odpowiedniego nadzoru płatnika nad realizacją należności pieniężnych. Kary mogą się pojawić również w przypadku, gdy płatnicy nieumyślnie naruszą przepisy (przeleją należność na konto spoza wykazu). – Jest to więc kolejne działanie uszczelniające system rozliczeń finansowych, utrudniające nieuczciwym podatnikom niewywiązywanie się z obowiązków podatkowych, którego niestety negatywną konsekwencją jest nałożenie dodatkowych obciążeń w zakresie rozliczeń podatkowych na płatników faktur – ocenia Piotr Andrzejak.

Możliwa kumulacja

Jak już wspominaliśmy, w przypadku osób fizycznych nie będzie możliwości równoczesnego stosowania zarówno sankcji VAT, jak i sankcji karnej (z k.k.s.). – W tym ostatnim przypadku zastosowanie znajdzie wyłącznie sankcja karna w formie grzywny – mówi Piotr Andrzejak. Tłumaczy, że wyłączenie kumulacji kar w tym przypadku stanowi realizację wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 4 września 2007 r. (sygn. akt P 43/06), w którym TK uznał za niezgodne z konstytucją stosowanie wobec tej samej osoby, za ten sam czyn, sankcji administracyjnej określonej jako „dodatkowe zobowiązanie podatkowe” i odpowiedzialności za wykroczenia skarbowe albo przestępstwa skarbowe. – Wydaje się jednocześnie, że zaproponowany brak kumulacji sankcji administracyjnej (sankcji VAT) i sankcji karnej stosowanych równocześnie wobec podatników będących osobami fizycznymi jest podejściem łagodniejszym niż wynikające z wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 20 marca 2018 r. (sygn. C-524/15), która otwiera ścieżkę do takiego równoczesnego penalizowania naruszeń przepisów podatkowych – mówi Andrzejak.

W praktyce jednak – dodaje ekspert – podatnicy niebędący osobami fizycznymi efektywnie dotknięci będą sankcją administracyjną, natomiast osoby odpowiedzialne w ramach tych podmiotów za rozliczenia podatkowe odpowiedzialne będą za naruszenia powyższych obowiązków penalizowane sankcją karną. – Będzie to zatem swoista kumulacja sankcji dotykająca jednak w jednym przypadku podatnika (spółkę), a w drugim przypadku osoby fizyczne odpowiedzialne w strukturze podatnika za przestrzeganie obowiązków podatkowych – tłumaczy Piotr Andrzejak.

Dotkliwe konsekwencje

Eksperci przyznają też, że podatnicy mogą zostać ukarani kilkoma sankcjami z różnych paragrafów. Jacek Matarewicz, lider zespołu VAT, akcyzy i ceł oraz zespołu postępowań podatkowych w Kancelarii Ożóg Tomczykowski, tłumaczy to na przykładzie. Załóżmy, że kupujący dokona zapłaty na niewłaściwy rachunek dostawcy za towary objęte obligatoryjnym mechanizmem podzielonej płatności, płacąc kwotę przekraczającą 15 tys. zł z pominięciem tego mechanizmu (nie wprowadzając tzw. komunikatu przelewu). – Skutkować to może nie tylko dodatkową sankcją VAT, lecz także pozbawieniem prawa rozpoznania kosztu uzyskania przychodów (kumulacja) – mówi Matarewicz.

Dodatkowo komplikując sprawę, można sobie wyobrazić, że płatności dokonał na rzecz podmiotu wykreślonego z rejestru podatników VAT lub mającego problemy z pozytywną oceną rzetelności rozliczeń VAT, co może skutkować wszczęciem postępowania podatkowego badającego dobrą wiarę nabywcy oraz jego prawo do odliczenia VAT naliczonego. – Odliczenie z takiej faktury może rodzić ryzyko zastosowania już istniejących narzędzi w postaci sankcji VAT (art. 112c ustawy o VAT) czy wykreślenia z rejestru podatników VAT (art. 96 ust. 9a pkt 5 ustawy o VAT) – wyjaśnia Jacek Matarewicz.

Piotr Andrzejak podaje podobny przykład. Wyjaśnia, że dokonanie zapłaty za dostawę towaru lub usługi na rachunek dostawcy spoza wykazu i zarazem z pominięciem procedury split payment w sytuacji, gdy była ona obowiązkowa, może prowadzić do kumulacji sankcji z uwagi na to, że takie działania stanowią kilka czynów zabronionych. – W praktyce sankcje te częściowo się pokrywają, a nie dublują – zaznacza ekspert. W takim przypadku bowiem zakaz zaliczenia wydatków do kosztów uzyskania przychodu wynikać będzie zarówno z powodu naruszenia obowiązku zapłaty na konto bankowe znane organom podatkowym, jak i z zapłaty na ten rachunek beż użycia mechanizmu podzielonej płatności. Jednocześnie taki czyn będzie oznaczał dodatkowo możliwość stosowania wobec podatnika (niebędącego osobą fizyczną) 100-proc. sankcji VAT oraz wobec osób odpowiedzialnych za naruszenie obowiązków kary grzywny jako sankcji karnej skarbowej.

Jak się przygotować

Zdaniem Piotra Andrzejaka firmy powinny więc przygotować się do zmian w VAT, aby uniknąć ewentualnych sankcji. Powinny wprowadzić:

  • procedury weryfikujące aktualność rachunków bankowych kontrahentów w zakresie ich zgodności z białą listą,
  • obowiązek umieszczania dodatkowej informacji o rozliczeniu zapłaty w drodze mechanizmu podzielonej płatności na fakturze dokumentującej dostawę towarów lub usług o wartości przekraczającej 15 tys. zł netto w zakresie towarów i usług objętych nowym załącznikiem nr 15 ustawy o VAT oraz
  • zapłatę z użyciem mechanizmu podzielonej płatności w przypadkach otrzymania faktur wskazujących na ten mechanizm z uwzględnieniem przesłanek, w przypadku których zapłata w tym mechanizmie jest obowiązkowa.

Wyroki TSUE dotyczące VAT zmieniają branżę turystyczną | Szansa na odzyskanie podatku

Strajki pracowników linii lotniczych, nagłe wahnięcia kursów walutowych, zamachy terrorystyczne, epidemie, zamieszki społeczne czy katastrofy naturalne w atrakcyjnych regionach wypoczynkowych – oczywiste jest, że ryzyko wystąpienia tych trudnych do przewidzenia zdarzeń muszą uwzględniać w swej działalności biura podróży. Nie jest to jednak koniec listy zagrożeń dla firm z tej branży, gdyż okazuje się, że równie nieprzewidywalne mogą być rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczące opodatkowania usług turystycznych VAT. W ciągu ostatniego pół roku zapadły aż trzy wyroki TSUE w takich sprawach, a nie wszystkie były tak korzystne dla podatników jak ten z 2 maja br., sygn. akt C-225/18, który przesądził, że branża turystyczna może odliczać VAT od nabytych usług gastronomicznych i noclegowych. Skutki tych orzeczeń mają ogromny wpływ na opłacalność prowadzonej działalności i płynność finansową biur podróży. A jednocześnie trudno, aby miały one pewność co do prawidłowości swoich rozliczeń podatkowych, skoro np. wyrok TSUE z 2 maja br. dotyczył zmiany wprowadzonej w ustawie o VAT od 1 grudnia 2008 r. – a więc przez ponad dziesięć lat stosowano w Polsce przepis niezgodny z prawem unijnym!
Co gorsza, to orzeczenie TSUE rozwiewa tylko część wątpliwości, gdyż nie rozstrzyga np., czym jest usługa turystyczna w rozumieniu przepisów o VAT. A to kluczowa kwestia z punktu widzenia stosowania przez podatników procedury VAT marża czy możliwości odliczania VAT od nabycia usług noclegowych i restauracyjnych przez podmioty świadczące usługi turystyczne, które rozliczają się na zasadach ogólnych. Nic dziwnego więc, że eksperci uważają, że w związku z wyrokami TSUE Ministerstwo Finansów powinno pomyśleć o interpretacji ogólnej bądź objaśnieniach podatkowych. Polska Izba Turystyki idzie w swych postulatach nawet dalej, gdyż jej zdaniem konieczne jest doprecyzowanie przepisów w drodze ich nowelizacji.

[…]

Szansa na odzyskanie podatku

TSUE potwierdził prawo podatników świadczących usługi turystyczne do odliczania VAT od nabycia usług noclegowych i restauracyjnych

– Należy spodziewać się, że wyrok TSUE z 2 maja 2019 r. w sprawie Grupy Lotos będzie miał istotny wpływ na rozliczenia branży turystycznej. Podatnicy skorzystają z tej możliwości, ponieważ korzystnie wpłynie to na ich rachunek przepływów pieniężnych i ogólnie rozumianą płynność finansową – mówi Piotr Andrzejak, partner kierujący praktyką VAT Kancelarii SK&S. Dodaje, że dla podatników, którzy toczą spór z fiskusem, wyrok w sprawie Grupy Lotos dostarcza dodatkowych argumentów potwierdzających prawo do odliczenia.
Trzeba jednak pamiętać, że wyrok TSUE w sprawie Grupy Lotos dotyczy wyłącznie tych podmiotów świadczących usługi turystyczne, które rozliczają się na zasadach ogólnych. – Część biur turystycznych rozlicza się jednak w procedurze specjalnej VAT marża i płaci podatek tylko od marży na świadczonych usługach – wskazuje Łukasz Blak, doradca podatkowy z Certus LTA.

Ważne szczegóły działalności
Szkopuł w tym, że firmy rozliczające się na zasadach ogólnych, które kupują usługi noclegowe lub gastronomiczne, nie zawsze świadczą usługi turystyczne. – Wręcz przeciwnie – mówi Łukasz Blak. Ekspert tłumaczy, że za podmiot świadczący usługi turystyczne można bowiem zasadniczo uznać ten, który świadczy usługi, których integralnym elementem jest wyjazd/pobyt poza miejsce stałego bytowania, czego konsekwencją jest zwykle konieczność organizacji noclegu (tak bowiem rozumie się „turystykę”). – Wyraźnie więc widać, że chodzi tu o biura podroży i podmioty prowadzące działalność podobną do biur podróży – wskazuje Blak. W ocenie eksperta możliwe jest, co prawda, rozciągnięcie turystyki na podmioty, które nie świadczą całej usługi turystycznej, lecz jej wycinek (w szczególności odsprzedają jedynie usługę noclegową). Wskazał na to NSA w wyroku z 26 kwietnia 2016, sygn. akt I FSK 26/15, oraz TSUE w wyroku z 12 listopada 1992 r., sygn. C-163/91. – Niemniej jednak wydaje się, że chodzi tu o sytuacje, gdy usługi noclegowe świadczone są obok innych usług turystycznych, a działalność turystyczna jest podstawową (lub chociaż jedną z istotnych) działalności danego podmiotu – precyzuje Łukasz Blak. Natomiast jeżeli przedmiotem działalności danego podmiotu są czynności inne niż związane z turystyką, a tylko czasem odsprzedaje on usługi noclegowe, szanse na obronę stanowiska, że świadczy on usługi turystyczne, jest w ocenie naszego rozmówcy nikła.
– Należy dodatkowo wskazać, że zasadniczo możliwość odliczenia dotyczy firm, które nie tyle refakturują dane usługi, ile świadczą również inne usługi będące elementem usługi turystycznej (a przynajmniej obciążają kontrahentów za nabyte usługi noclegowe z marżą) – dodaje Blak. Z wykładni TSUE wynika bowiem wyraźnie, że rozróżnia on dwie sytuacje – świadczenie usług turystyki oraz refakturowanie usług noclegowych lub gastronomicznych. Oznacza to, że samo w sobie refakturowanie nie stanowi usługi turystycznej, więc sama refaktura nie daje prawa do odliczenia.

Lotos czeka na NSA
TSUE nie wskazał jednoznacznie, co jego wyrok oznacza w praktyce dla Grupy Lotos, bo w dostępnych aktach sprawy nie ma ani słowa, czy spółka faktycznie świadczy usługę turystyki. Problem będzie musiał rozstrzygnąć polski NSA. Jeśli stwierdzi, że Lotos nie świadczył usług turystyki, to nie miał on prawa do odliczenia VAT od usług noclegowych i gastronomicznych.
Spółka nie chce komentować sprawy do czasu wyroku NSA. – Grupa Lotos nie zamierza podejmować żadnych dalszych działań prawnych związanych z interpretacją VAT przez Trybunał Sprawiedliwości. Spółka czeka obecnie na orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, który zwrócił się do TSUE o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym – poinformował Adam Kasprzyk, rzecznik prasowy Grupy LOTOS w odpowiedzi na pytania DGP.
Łukasz Blak zauważa jednak, że ani NSA, ani TSUE nie wskazały, że Lotos, dokonując refaktury, świadczy usługi turystyczne. W jego ocenie z wyroku TSUE wyraźnie wynika, że taka sytuacja nie zachodzi i zasadniczo w sprawie prawo do odliczenia nie występuje.
– To oznacza, że szanse na odliczenie podatku w przypadku refaktury usług hotelowych i gastronomicznych są minimalne – ocenia Łukasz Blak. Oczywiście można sobie wyobrazić, że duże grupy holdingowe powołują specjalne spółki turystyczne i one mają szansę na odliczenie. Biorąc jednak pod uwagę skalę działalności większości polskich podatników, ich liczba będzie zapewne niewielka.

Możliwe wznowienie postępowań
Po wyroku TSUE podatnicy, którzy w przeszłości przegrali spór z organami dotyczący prawa do odliczenia VAT, będą mogli też żądać wznowienia postępowania. – Należy pamiętać, że taki wniosek podatnik powinien złożyć w terminie miesiąca od dnia opublikowania orzeczenia TSUE w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej – przypomina Małgorzata Krok, associete w zespole VAT Kancelarii SK&S.
Zdaniem ekspertów wyrok TSUE może jednak spowodować spory interpretacyjne pomiędzy podatnikami a fiskusem. – Ustawa o VAT nie definiuje pojęcia usługi turystyki. W efekcie w przypadku podatników, którzy jedynie okazjonalnie refakturują usługi noclegowe, organy podatkowe mogą twierdzić, że nie świadczą oni usług turystycznych – tłumaczy Piotr Andrzejak.
TSUE nie przesądził, czy odsprzedaż takich usług spółkom z grupy podmiotów powiązanych stanowi usługę turystyczną. Dla takich podatników istotne będą rozstrzygnięcia NSA.

Co z nadpłaconym VAT
– Orzeczenie TSUE otwiera także możliwość ubiegania się o zwrot nadpłaconego VAT przez podatników świadczących usługi turystyczne, którzy dotychczas nie odliczali VAT od nabycia usług noclegowych i gastronomicznych – wskazuje Piotr Andrzejak. Będą oni mogli dokonać korekty deklaracji VAT za okres do pięciu lat wstecz i wystąpić z wnioskiem o zwrot nadwyżki VAT naliczonego nad należnym.
– Analizując możliwą reakcję fiskusa na takie wnioski, należy się przygotować, w oparciu o doświadczenia płynące z innych zbliżonych postępowań, że organy podatkowe będą podnosić zarzuty, iż zwrot VAT spowodowałby bezpodstawne wzbogacenie podatnika – mówi Piotr Andrzejak. Radzi więc, aby składając w efekcie wniosek o zwrot nadpłaconego podatku, podatnicy przygotowali się na ewentualną konieczność udokumentowania, że nie przenieśli ciężaru nieodliczanego podatku VAT na swoich klientów. – Problem ten nie powinien natomiast dotyczyć podmiotów dokonujących prostej refaktury – zastrzega ekspert.

Spory ciągną się od lat
Wyrok TSUE potwierdza także korzystną linię orzeczniczą polskich sądów administracyjnych. Przypomnijmy, że zakaz odliczania VAT od usług gastronomicznych i noclegowych obowiązywał już w starej ustawie z 8 stycznia 1993 r. o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym (Dz. U. nr 11, poz. 50 ze zm.). Zgodnie z ówczesnymi przepisami podatek mogli odzyskać m.in. przedsiębiorcy z branży turystycznej, jeśli takie zakupy były im niezbędne w ramach świadczonych usług.
Gdy w 2004 r. Polska weszła do Unii Europejskiej, wprowadzono nową ustawę o VAT, ale przepisy ograniczające odliczanie podatku pozostały bez zmian. Problem pojawił się ponad 11 lat temu, wraz z nowelizacją ustawy o VAT, która weszła w życie 1 grudnia 2008 r. Wprowadziła ona zakaz odliczania VAT od wydatków na gastronomię czy noclegi również w branży turystycznej. Już wtedy powstała wątpliwość, czy Polska nie naruszyła w ten sposób klauzuli stand still z dyrektywy VAT. Późniejsze orzecznictwo polskich sądów potwierdziło, że doszło do naruszenia. Podatnicy musieli jednak iść do sądu, aby móc odliczać VAT. Organy podatkowe stosowały bowiem obowiązujące przepisy, które wykluczały odliczenie.
Spory dotyczyły m.in. tego, czy usługi hotelarskie, w ramach których świadczone są tylko usługi gastronomiczne, a więc bez dodatkowych usług, które zwykle świadczą biura podróży (np. transport, zakwaterowanie, organizacja wypoczynku), są usługami turystyki, o których mowa w art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a ustawy o VAT. NSA już w 2008 r. (wyrok z 4 września 2008 r., sygn. akt I FSK 1252/07) orzekł, że są to usługi turystyki i jeszcze przed nowelizacją przepisów przyznał, że podatnik VAT świadczący usługi hotelowe (które należy zaliczyć zasadniczo do usług turystyki) może odliczyć podatek naliczony od nabytych usług gastronomicznych.
W kolejnym wyroku, z 20 czerwca 2011 r. (sygn. akt I FSK 897/10), NSA odniósł się już do znowelizowanych przepisów (art. 88 ust. 1 pkt 4 ustawy o VAT). Nie zgodził się ze stanowiskiem organów podatkowych, które już wtedy uważały, że usługą turystyki jest kompleksowa usługa, w skład której wchodzą transport, zakwaterowanie, wyżywienie, ubezpieczenie. Organ powoływał się na art. 119 ust. 2 ustawy o VAT. Nie zgadzał się na to, aby usługi turystki rozumieć tak, jak wynika z art. 3 pkt 1 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. o usługach turystycznych (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 238; obecna nazwa: ustawa o usługach hotelarskich oraz usługach pilotów wycieczek i przewodników turystycznych), a więc że obejmują one usługi przewodnickie, hotelarskie oraz wszystkie inne usługi świadczone turystom lub odwiedzającym. Organy podatkowe twierdziły więc, że jeśli podatnik świadczy usługi hotelowe, w tym gastronomiczne, ale nic poza tym, to nie można ich uznać za usługi turystyki.
NSA miał jednak odmienny pogląd. Po pierwsze w wyroku z 20 czerwca 2011 r. przyznał, że usługi hotelarskie, w ramach których świadczone są tylko usługi gastronomicznej, bez usług dodatkowych właściwych biurom podróży (np. transport, zakwaterowanie, organizacja wypoczynku), są usługami turystyki, o których mowa w art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a ustawy o VAT. Co więcej, sąd po raz pierwszy uznał, że nowelizacja z 1 grudnia 2008 r. naruszała przepisy dyrektywy VAT. Innymi słowy, NSA orzekł, że uchylenie z dniem 30 listopada 2008 r. art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a ustawy o VAT było sprzeczne z przepisami prawa wspólnotowego. A skoro tak, to podatnicy, którzy korzystali z prawa do odliczeń określonych w uchylonym przepisie, jeśli w dalszym ciągu spełniają wskazane w nim przesłanki, mogą odliczać VAT, mimo uchylenia przepisu. Jest to możliwe dzięki unijnej zasadzie stand still, która zabrania rozszerzania ograniczeń prawa do odliczenia VAT. Mówiąc prościej, państwa członkowskie po przystąpieniu do UE nie mogą pozbawiać prawa do odliczenia, które funkcjonowało przed akcesją.
Kolejne wyroki NSA zapadały również w zgodzie z powyższymi. W ten sposób ukształtowała się linia orzecznicza NSA, korzystna dla podatników. Jeśli chodzi o nowsze orzeczenia, to zapadły one 2 lipca 2015 r. (sygn. akt I FSK 763/14) oraz 25 kwietnia 2017 r. (sygn. akt I FSK 1637/15). Na poziomie wojewódzkich sądów administracyjnych warto zwrócić uwagę na wyroki WSA w Warszawie z 13 listopada 2018 r. (sygn. akt III SA/Wa 360/18) i z 29 listopada 2018 r. (sygn. akt III SA/Wa 359/18).
Wyrok NSA z 2 lipca 2015 r. dotyczył podatnika, który prowadził hotel. Właściciel obiektu wydzierżawił jednak całe zaplecze gastronomiczne hotelu innemu przedsiębiorcy. W związku z tym podmiot prowadzący hotel musiał zaoferować swoim klientom posiłki w restauracji hotelowej świadczone przez podmiot zewnętrzny. Restaurator wystawiał faktury prowadzącemu hotel, który przerzucał koszt posiłków na klientów (również wystawiał im faktury). NSA przyznał, że w takiej sytuacji, mimo nowelizacji ustawy o VAT z 1 grudnia 2008 r., prowadzący hotel ma prawo do odliczenia VAT z faktur za usługi gastronomiczne.
O ile jednak wyrok z 2 lipca 2015 r. dotyczył interpretacji indywidualnej, a więc sąd był związany stanem faktycznym wskazanym przez podatnika, o tyle wyrok z 25 kwietnia 2017 r. dotyczył wymiaru podatku. NSA mógł więc szerzej wypowiedzieć się w kwestii oceny nowelizacji z 2008 r. Mając tę większą swobodę, sąd potwierdził, że nowelizacja naruszyła klauzulę stand still. Oznacza to, że mimo uchylenia art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a ustawy o VAT, w obecnym stanie prawnym podatnik prowadzący działalność hotelową, który korzystał z prawa do odliczenia podatku przy nabyciu usług gastronomicznych, z uwagi na art. 176 dyrektywy VAT, nadal ma prawo do odliczenia VAT, o ile w dalszym ciągu spełnia przesłanki przewidziane w tym przepisie.

Status prawny agenta emisji

W najnowszej publikacji Przeglądu Prawa Handlowego ukazał się artykuł pt. “Status prawny agenta emisji”, którego autorem jest mec. Mateusz Grześków.

Wskutek znaczącej reformy polskiego rynku kapitałowego, jaką jest wprowadzenie z dniem 1.07.2019 r. obligatoryjnej dematerializacji obligacji, listów zastawnych oraz certyfikatów inwestycyjnych, wprowadzona zostanie do porządku prawnego funkcja agenta emisji. Przede wszystkim służy ona wspieraniu emitentów w czynnościach związanych z rejestracją tych papierów wartościowych w depozycie papierów wartościowych. Pośrednictwo to ma charakter obligatoryjny w przypadku tzw. emisji niepublicznych. Przedmiotem niniejszego artykułu jest przedstawienie tła reformy, dokonania jej oceny oraz zaprezentowania analizy dotyczącej funkcji agenta emisji, charakteru prawnego umowy o wykonywanie tej funkcji, jego uprawnień, a także zakresu odpowiedzialności względem emitenta oraz inwestorów z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania ciążących na nim obowiązków.

  1. Wprowadzenie

Ustawą z 9.11.2018 r. doszło do nowelizacji szeregu aktów prawnych związanych z funkcjonowaniem rynku finansowego w Polsce. W tym zakresie znowelizowano także ustawę o obrocie instrumentami finansowymi, wprowadzając nową funkcję na rynku kapitałowym, jaką jest agent emisji. Ta zmiana wiąże się z przyjęciem wymogu obowiązkowej dematerializacji niektórych dłużnych papierów wartościowych, tj. obligacji emitowanych na podstawie ustawy o obligacjach oraz listów zastawnych emitowanych na podstawie ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych, a także certyfikatów inwestycyjnych emitowanych przez fundusze inwestycyjne zamknięte niepubliczne na podstawie ustawy o funduszach inwestycyjnych i zarządzaniu alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi. Zgodnie z nowelizacją funkcja agenta emisji wchodzi do polskiego porządku prawnego z dniem 1.07.2019 r., a jego pośrednictwo w czynnościach związanych z emisją powyżej wskazanych papierów wartościowych jest co do zasady obligatoryjne. Agenta emisji należy bezwzględnie odróżnić od agenta firmy inwestycyjnej, o którym mowa w art. 79 u.o.i.f. Tym samym wskazane jest poddać bliższej analizie przedmiotową regulację. Niniejszy artykuł obejmuje także obecnie procedowaną nowelizację przepisów regulujących wykonywanie funkcji agenta emisji w związku z wejściem w życie 21.07.2019 r. rozporządzenia prospektowego.

Pełną wersję artykułu można pobrać TUTAJ

Kolejny problem ze schematami. Są już trzymiesięczne opóźnienia

Doradcy i podatnicy zgłaszają fiskusowi schematy podatkowe (MDR), ale alarmują, że nie dostają potwierdzenia o nadaniu numeru, choć szef Krajowej Administracji Skarbowej ma na to siedem dni

Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytania DGP potwierdza, że siedmiodniowy termin nadawania numerów schematom podatkowym (wynikający z ordynacji podatkowej – przyp. red.) bywa przekraczany. Zaznacza, że termin ma jedynie charakter instrukcyjny.

Resort uspokaja, że opóźnienia w nadawaniu numerów schematów podatkowych nie powinny rodzić negatywnych skutków dla podatników, promotorów ani innych zainteresowanych stron. Wskazuje, że problemy wynikają z tego, że to wstępny etap funkcjonowania przepisów MDR.

Obowiązkowy numer

Na nadanie numerów może czekać nawet kilkaset schematów. Już jakiś czas temu MF informowało, że promotorzy i podatnicy zgłosili 700 schematów, z czego nadano im jedynie 100 numerów. Eksperci przyznają, że problem narasta.

Przypomnijmy, że od początku roku promotorzy (np. doradcy podatkowi, radcy prawni, pracownicy banków), korzystający (podatnicy) i wspomagający (np. księgowi, biegli rewidenci) mają obowiązek zgłaszania schematów podatkowych Krajowej Administracji Skarbowej (KAS). Ta, po rozpatrzeniu wniosku, nadaje numer schematu podatkowego.

Ustawowy termin na nadanie NSP to siedem dni (art. 86g par. 3 ordynacji podatkowej). Liczy się go od dnia wpływu poprawnej informacji o schemacie podatkowym do szefa KAS.

Jak tłumaczy Piotr Wojciechowski, starszy konsultant w BTTP, numer schematu podatkowego nie jest nadawany automatycznie. KAS może żądać uzupełnień lub wyjaśnień dotyczących przekazanych informacji.

Nie każde zgłoszenie schematu kończy się nadaniem NSP, bo KAS może tego odmówić.

– Skorzystanie przez dyrektora KAS z takiego prawa wobec składającego MDR przerywa (a nie zawiesza) bieg terminu do nadania numeru. Oznacza to, że zaczyna on biec od nowa – tłumaczy Radosław Kowalski, doradca podatkowy.

KAS nie tłumaczy

Problem w tym, że nie wiadomo, dlaczego szef KAS nie nadaje numeru w ciągu siedmiu dni.

– Nie ma on obowiązku tłumaczenia się z przyczyn opóźnienia i w praktyce też tego nie robi – stwierdza Jarosław Bieroński, radca prawny, doradca podatkowy i starszy partner w kancelarii SołtysińskiKawecki & Szlęzak.

Jednym z powodów odmowy mogą być czynności weryfi kacyjne, jakie musi przeprowadzić organ podatkowy. Przede wszystkim musi ustalić, czy zgłoszone uzgodnienie w ogóle stanowi schemat podatkowy, a także czy nie doszłoby do wielokrotnego nadania NSP temu samemu schematowi podatkowemu, np. w przypadku zgłoszeń dokonanych przez różne podmioty.

– Gdyby do tego doszło, to później organ musiałby unieważnić NSP – wyjaśnia Bieroński. Jego zdaniem sprawdzenie tych okoliczności przy dużej liczbie zgłoszeń schematów niewątpliwie wydłuża czas potrzebny do nadania NSP.

Możliwe skutki

Ministerstwo Finansów uspokaja, że brak nadania NSP nie oznacza skutków dla pozostałych podmiotów zobowiązanych do zgłaszania schematów. Innymi słowy, jeśli promotor nie dostanie NSP, to obowiązek ten nie przejdzie na korzystającego (podatnika) lub wspomagającego (np. księgowego).

– Zgodnie bowiem z art. 86e par. 1 ordynacji podatkowej przesłanie informacji o schemacie podatkowym przez jeden ze zobowiązanych podmiotów zwalnia pozostałe, jeśli zostały one wskazane w złożonej informacji – wyjaśniło nam buro prasowe resortu.

Jak jednak tłumaczy Piotr Wojciechowski, jeśli promotor nie wskaże tych innych podmiotów i w ciągu 30 dni od zgłoszenia schematu nie dostanie NSP, obowiązek przekazania informacji przejdzie na korzystającego.
– Może się więc zdarzyć, że schemat podatkowy zostanie zaraportowany dwukrotnie, raz przez promotora i drugi raz przez korzystającego – wskazuje ekspert.

Kto jest winny?

Radosław Kowalski przyznaje, że najwięcej problemów sprawia podawanie w treści informacji MDR-1 „streszczenia opisu schematu”. MF już wcześniej przyznawało, że dwu-, trzyzdaniowy opis nie wystarczy. W efekcie szef KAS musi prosić o uzupełnienie, co wydłuża procedurę nadawania NSP. Ale jak mówią eksperci, MF samo jest sobie winne, bo przepisy są niejasne. Przedsiębiorcy często nie wiedzą nawet rzeczy podstawowej, a więc czy dane uzgodnienie stanowi schemat podatkowy czy nie.

– To może wpływać na treść składanych informacji MDR-1, które mogą przez to być niekompletne, nieprecyzyjne – wyjaśnia Kowalski.

Podatnicy wysyłają też informacje MDR na „wszelki wypadek”, co sprawia, że zgłoszeń jest więcej niż trzeba. – Z drugiej strony – dodaje Piotr Wojciechowski – świadomość obowiązków MDR na rynku nadal jest znikoma.

– Ile trzeba będzie czekać na NSP, jeśli ta świadomość wzrośnie? – zastanawia się ekspert.

Problem będzie narastał

– Wyznaczenie w ustawie siedmiodniowego terminu (nawet jeśli ma on charakter instrukcyjny, co stwierdziło MF) było od początku nierealne – ocenia Piotr Wojciechowski.

– Zaistniała sytuacja była łatwa do przewidzenia z powodu nieczytelnych i niejasnych przepisów – wtóruje Radosław Kowalski.

Eksperci zwracają uwagę, że problem będzie narastał, bo z końcem czerwca upływa czas na zgłaszanie schematów podatkowych mających miejsce przed 2019 r. (obecnie zgłaszane są schematy tegoroczne).

Piotr Wojciechowski przyznaje też, że w Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu obowiązku raportowania MDR sytuacja była podobna jak dziś w Polsce.

– Tylko tam trzeba było trochę więcej niż kilka tysięcy wniosków na zalanie systemu. U nas już przy kilkuset była zadyszka – stwierdza ekspert.

Dzikie zwierzę padło na twoim gruncie? Zapłacisz za jego usunięcie

Żywe są własnością Skarbu Państwa, martwe problemem tego, na czyim terenie je znaleziono. Prawo nie przewiduje bowiem odpowiedzialności państwa ani samorządów za koszt ich utylizacji. Właściciele ziemi mogą dochodzić zwrotu swoich wydatków w sądzie

Kilka tygodni temu w gminie Bobolice w województwie zachodniopomorskim jeden z rolników znalazł na swojej ziemi pięć jeleni zagryzionych przez wilki. W gminie poinformowano go, że ma zapłacić za ich fachową utylizację, choć zwierzęta nie należały do niego. Dlaczego? Otóż z art. 22 ust. 1 pkt 3 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 151 ze zm.) wynika obowiązek właściciela do usunięcia padłych zwierząt z jego nieruchomości. Więcej, także art. 5 ust. 1 ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 1454 ze zm.) wskazuje na odpowiedzialność właściciela gruntu. Z kolei resort środowiska w przesłanym stanowisku (ramka) zwraca nam uwagę, że w tym przypadku zastosowanie mają też przepisy o odpadach. Zgodnie z nimi posiadaczem odpadów jest każdy, kto faktycznie nimi włada, czyli ma te odpady na swojej nieruchomości.

Praktycznie taki właściciel gruntu jest więc pozostawiony sam sobie. Potwierdza to przykład Bobolic. – Gdy rolnik zwrócił się do nas o pomoc, próbowaliśmy interweniować u marszałka i u wojewody, także w wojewódzkim inspektoracie ochrony środowiska, ale wszyscy umywali ręce – mówi sekretarz gminy Krzysztof Dziadul. – Przyjechał tylko lekarz weterynarii, stwierdził, że zwierzęta nie były chore i odjechał. Rolnik musiał utylizacją zająć się sam – dodaje sekretarz.

Gmina też w potrzasku?
– Kwestia odpowiedzialności właściciela nieruchomości za usunięcie zwłok dzikich zwierząt padłych na jego terenie budzi wątpliwości w praktyce – potwierdza dr Łukasz Wyszomirski, adwokat z kancelarii Sołtysiński, Kawecki i Szlęzak. – Niektóre gminy zapewniają usunięcie takich zwłok na swój koszt. Powołują się przy tym na art. 3 ust. 2 pkt 15 ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, zgodnie z którym zapewniają one zbieranie, usuwanie, transport i unieszkodliwianie zwłok bezdomnych zwierząt lub ich części oraz współdziałają z przedsiębiorcami podejmującymi działalność w tym zakresie (zadanie własne gminy). – Właściciel nieruchomości zgłasza wówczas problem odpowiednim jednostkom gminnym, które zapewniają usunięcie zwłok – mówi prawnik. Jednak, jak zauważa dr Wyszomirski, choć takie rozwiązanie jest proste i korzystne dla właścicieli nieruchomości, to budzi wątpliwości prawne. Przede wszystkim przepis dotyczy zwłok zwierząt bezdomnych. A tymi są zwierzęta domowe lub gospodarskie, które uciekły, zabłąkały się lub zostały porzucone przez człowieka, a nie ma możliwości ustalenia ich właściciela lub innej osoby, pod której opieką trwale dotychczas pozostawały (art. 4 pkt 16 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt; t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 122). Zwierzęta dzikie nie są zwierzętami domowymi ani gospodarskimi, zatem nie mogą być zwierzętami bezdomnymi i przepis ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach ich nie dotyczy.

Ten tok myślenia potwierdza sekretarz Bobolic – Zgodnie z art. 7 konstytucji możemy działać tylko zgodnie z prawem i w granicach prawa, a w przypadku padłych dzikich zwierząt takich możliwości nie mamy. Gdybyśmy zutylizowali dzikie zwierzęta na własny koszt, to moglibyśmy mieć problemy z uznaniem tych wydatków przez regionalną izbę obrachunkową – wyjaśnia Krzysztof Dziadul. Dodaje jednak, że w tym przypadku rolnik był właścicielem dużego stada krów i z utylizacją nie było problemu. Poza finansowym – bo koszt wyniósł ok. 1500 zł.

Pytanie, co zrobiłaby gmina, gdyby właściciela gruntu, na którym padło dzikie zwierzę, nie było stać na jego utylizację? – Wtedy musielibyśmy się zastanowić nad przyznaniem doraźnej, jednorazowej zapomogi – przyznaje nasz rozmówca z Bobolic. – Jeśli zaś padlina nie zostałaby uprzątnięta, musielibyśmy to zrobić sami, narażając się na zarzuty RIO – dodaje. Doktor Marek St. Kubica, powiatowy lekarz weterynarii w Białogardzie, mówi jednak, że taka pomoc wcale nie jest konieczna, bo jednostka samorządu terytorialnego ma inne narzędzie – może nałożyć na niesubordynowanego właściciela karę i w ten sposób przymusić go do przeprowadzenia utylizacji.

Za drogę odpowiada zarząd
Pytany, czy były już sytuacje, gdy dzikie zwierzę padło na terenie niebędącym własnością gminy, Krzysztof Dziadul mówi, że były zdarzenia związane z padliną na drogach. – Powinien się tym zająć powiatowy zarząd dróg, ale gdy przyszło co do czego, musieliśmy posprzątać sami – mówi sekretarz Bobolic. Jak wyjaśnia, truchło w dziwny sposób się przemieściło i znalazło na gruncie gminnym.

– Faktycznie, z art. 3 ust. 2 pkt 15 ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach wynika, że to gmina zapewnia zbieranie, transport i unieszkodliwianie zwłok bezdomnych zwierząt lub ich części – przypomina Marek St. Kubica. – Ale na uwadze trzeba mieć też to, że art. 5 ust. 4 tejże ustawy zobowiązuje zarządcę drogi do utrzymania czystości i porządku na drogach publicznych. W tym pojęciu mieści się, jak można wywodzić, również usuwanie zwłok padłych zwierząt – dodaje weterynarz. Na prawdziwość tej tezy przytacza wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z 27 listopada 2014 r., sygn. akt IV SA/Po 646/14, z 7 października 2015 r., sygn. akt IV SA/Po 576/15, z 21 stycznia 2016 r., sygn. akt IV SA/Po 740/15 oraz wyrok WSA w Gdańsku z 26 listopada 2013 r., sygn. akt II SA/Gd 553/13.

Luka w przepisach
Artykuł 2 ustawy z 13 października 1995 r. – Prawo łowieckie (t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 2033) stanowi, że zwierzęta łowne w stanie wolnym, jako dobro ogólnonarodowe, stanowią własność Skarbu Państwa. Z kolei kwestia pozbywania się zwłok padłych zwierząt została uregulowana w kilku innych ustawach. Co powinna więc zrobić osoba, którą taka sytuacja dotknie? – Gdy znajdzie martwe zwierzę, np. lisa z podejrzeniem wścieklizny, zgłasza to powiatowemu lekarzowi weterynarii. Naszym obowiązkiem jest zająć się sprawą – mówi dr Kubica. Problem zaczyna się, gdy wiadomo, że zwierzę nie zdechło z powodu choroby zakaźnej. – W naszej codziennej pracy status prawny zwierząt dzikich nastręcza wielu kłopotów. Właśnie w związku z pewną niedookreślonością instytucji czy osoby prawnej odpowiedzialnej za takie zwierzęta i skutki ich aktywności – mówi weterynarz. I wyjaśnia, że prawne zdefiniowanie osoby odpowiedzialnej zależy od tego, czy zwierzę jest żywe, czy martwe. W jaki sposób należałoby więc rozwiązać tę kwestię? – Rozwiązaniem optymalnym byłoby, gdyby na terenie całego kraju zwierzęta dzikie w stanie wolnym były reprezentowane przez jedną i tę samą osobę czy instytucję, niezależnie od ich bieżącej kondycji, miejsca przebywania (droga, pole, las, miasto) i zdarzenia z nimi związanego – mówi dr Kubica. Niestety tak nie jest. Analogiczne spory kompetencyjne są związane np. z kwestią zagospodarowania, wyłapania i leczenia chorych na choroby niezakaźne czy rannych w wypadkach komunikacyjnych dzikich zwierząt na terenach miejskich. Właściwe byłoby, zdaniem lekarza, uregulowanie tych kwestii jednolicie i w jednym miejscu. – Były nawet takie próby przy okazji projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt – przypomina dr Kubica. Ale projekt z zupełnie innych przyczyn (m.in. kwestii związanych ze zwierzętami futerkowymi – red.) od lat leży w sejmowej zamrażarce.

Po zwrot pieniędzy do sądu
To, że obowiązek usunięcia zwłok padłych dzikich zwierząt z nieruchomości prywatnej obciąża jej właściciela, posiadacza lub zarządcę, nie oznacza jednak, że osoby te mają finalnie ponosić związane z tym koszty. Nie były przecież właścicielami tych zwierząt ani nie przyczyniły się w żaden sposób do ich śmierci. Sądy orzekały już w tym zakresie. – Rozumowania poszczególnych składów orzekających różnią się co do detali, np. co do tego, czy zwłoki dzikiego zwierzęcia są odpadem w rozumieniu ustawy o odpadach (np. wyrok Sądu Rejonowego w Kędzierzynie Koźlu z 30 kwietnia 2015 r., sygn. akt I C 741/14), czy nie (np. wyrok Sądu Okręgowego w Gliwicach z 31 sierpnia 2016 r., sygn. akt III Ca 1956/15) – mówi mec. Wyszomirski. – Niemniej jednak główna teza jest jedna: właścicielem zwłok dzikiego zwierzęcia jest Skarb Państwa. Śmierć zwierzęcia nie zmienia stosunków własnościowych – dodaje prawnik. I jednoznacznie wyjaśnia, że to Skarb Państwa ponosi koszty usunięcia i utylizacji zwłok (por. także wyrok Sadu Okręgowego w Opolu z 2 października 2013, sygn. akt II Ca 592/13). – Zasadniczo podstawą roszczenia właściciela o zwrot kosztów są przepisy kodeksu cywilnego o prowadzeniu cudzych spraw bez zlecenia – podkreśla dr Wyszomirski, dodając, że choć przytoczone orzeczenia dotyczą usuwania zwłok dzikich zwierząt z dróg, to ta sama zasada dotyczy usuwania zwłok dzikich zwierząt z nieruchomości prywatnych.

Do kogo z roszczeniem
Ale na tym nie koniec problemów właścicieli nieruchomości. Nie wiadomo bowiem, do kogo z roszczeniem za utylizację padliny należy się zwrócić – do wojewody czy nadleśnictwa. – Orzecznictwo nie jest jednolite co do tego, która jednostka Skarbu Państwa powinna pokryć koszty usunięcia i utylizacji zwłok dzikiego zwierzęcia. Przyjmuje się, że jest to albo właściwy zarząd województwa (sprawujący administrację w zakresie łowiectwa jako zadanie z zakresu administracji rządowej – art. 7 ust. 2 prawa łowieckiego), albo właściwe nadleśnictwo (jednostka organizacyjna Lasów Państwowych, odpowiedzialnych za prowadzenie gospodarki leśnej) – mówi dr Wyszomirski. Wydaje się, że z uwagi na rozbieżności w orzecznictwie właściciel (posiadacz, zarządca) nieruchomości powinien z ostrożności zwrócić się do obu tych podmiotów – radzi prawnik.

– W przypadku analogicznym, choć dotyczącym zwierzęcia padłego na drodze, Sąd Okręgowy w Gliwicach w wyroku z 31 sierpnia 2016 r. (sygn. akt III Ca 1956/15) rozstrzygnął, że podmiotem uprawnionym do podejmowania czynności procesowych w imieniu Skarbu Państwa jest zarząd województwa – wskazuje z kolei Marek Kubica.

Jak wynika z dotychczasowych orzeczeń, sądy administracyjne zasądzały zwroty kosztów utylizacji. Wygląda więc na to, że rolnik z Bobolic, jeśli zdecyduje się na pozew, może odzyskać pieniądze.

Najnowsze zmiany w kodeksie pracy w związku z zapewnieniem stosowania RODO

W dniu 4 maja 2019 r. weszła w życie ustawa z dnia 21 lutego 2019 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem stosowania rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.U. z 2019 r. poz. 730). Ustawa nowelizuje przeszło 160 ustaw, w tym kodeks pracy. Zmiany obejmują w szczególności zakres danych osobowych, jakie może żądać pracodawca w związku ze stosunkiem pracy.

Proces rekrutacji

Ustawa zmodyfikowała zakres danych, które pracodawca może żądać od osoby ubiegającej się o zatrudnienie.

Jak było Jak jest Komentarz
Pracodawca ma prawo żądać od osoby ubiegającej się o zatrudnienie podania danych osobowych obejmujących:

1.       imię (imiona) i nazwisko;
2.       imiona rodziców;
3.       datę urodzenia;
4.       miejsce zamieszkania (adres do korespondencji);
5.       wykształcenie;
6.       przebieg dotychczasowego zatrudnienia.

Pracodawca żąda od osoby ubiegającej się o zatrudnienie podania danych osobowych obejmujących:

1.       imię (imiona) i nazwisko;
2.       datę urodzenia;
3.       dane kontaktowe wskazane przez taką osobę;
4.       wykształcenie;
5.       kwalifikacje zawodowe;
6.       przebieg dotychczasowego zatrudnienia.

Podania danych osobowych, o których mowa w pkt 4-6 pracodawca żąda, gdy jest to niezbędne do wykonywania pracy określonego rodzaju lub na określonym stanowisku.

Usunięto uprawnienie do żądania od kandydata imion rodziców. Zamiast prawa do żądania informacji tylko o miejscu zamieszkania (adresu do korespondencji) wprowadzono uprawnienie do żądania danych kontaktowych (np. adresu email, numeru telefonu, adresu do korespondencji). Ułatwi to zbieranie danych do kontaktowania się
z kandydatem. Dodano również możliwość pozyskiwania informacji o kwalifikacjach zawodowych, których wcześniej nie było
w kodeksie pracy, a jedynie
w przepisach wykonawczych.Wprowadzono również  wyraźne dodatkowe kryterium niezbędności  w przypadku uprawnienia
do żądania danych osobowych dotyczących wykształcenia, kwalifikacji zawodowych i przebiegu dotychczasowego zatrudnienia. Pracodawca musi każdorazowo ocenić czy żądanie tych danych jest uprawnione. Powyższa zmiana stanowi doprecyzowanie zasady minimalizacji danych, ustanowionej w art. 5 RODO.

Stosunek pracy

 Pewne modyfikacje dotyczą również zakresu danych, jakie pracodawca może żądać od pracowników.

Jak było Jak jest Komentarz
Pracodawca ma prawo żądać od pracownika podania, niezależnie od danych osobowych, których można żądać od kandydata także:

1.       innych danych osobowych pracownika, a także imion i nazwisk oraz dat urodzenia dzieci pracownika, jeżeli podanie takich danych jest konieczne ze względu na korzystanie przez pracownika ze szczególnych uprawnień przewidzianych w prawie pracy;
2.       numeru PESEL pracownika nadanego przez Rządowe Centrum Informatyczne Powszechnego Elektronicznego Systemu Ewidencji Ludności (RCI PESEL);
3.       numeru rachunku płatniczego, jeżeli pracownik nie złożył wniosku o wypłatę wynagrodzenia do rąk własnych.

Pracodawca może żądać podania innych danych osobowych, jeżeli obowiązek ich podania wynika z odrębnych przepisów.

 

Pracodawca żąda od pracownika podania dodatkowo danych osobowych obejmujących:

1.       adres zamieszkania;
2.       numer PESEL, a w przypadku jego braku – rodzaj i numer dokumentu potwierdzającego tożsamość;
3.       inne dane osobowe pracownika, a także dane osobowe dzieci pracownika i innych członków jego najbliższej rodziny, jeżeli podanie takich danych jest konieczne ze względu na korzystanie przez pracownika ze szczególnych uprawnień przewidzianych w prawie pracy;
4.       wykształcenie i przebieg dotychczasowego zatrudnienia, jeżeli nie istniała podstawa do ich żądania od osoby ubiegającej się o zatrudnienie;
5.       numer rachunku płatniczego, jeżeli pracownik nie złożył wniosku o wypłatę wynagrodzenia do rąk własnych.

Pracodawca żąda podania innych danych osobowych, gdy jest to niezbędne do zrealizowania uprawnienia lub spełnienia obowiązku wynikającego z przepisu prawa.

W przypadku pracowników dodano uprawnienie do żądania podania adresu zamieszkania, którego obecnie pracodawca nie może już żądać w procesie rekrutacji. Po zatrudnieniu pracodawca będzie mógł również uzyskać informacje o wykształceniu i o przebiegu dotychczasowego zatrudnienia, nawet jeśli nie są one niezbędne do wykonywania pracy określonego rodzaju lub na określonym stanowisku, i z tych przyczyn nie mogły być pozyskane od kandydata do pracy.

Znowelizowane przepisy uprawniają pracodawcę do zbierania także innych danych osobowych, jeśli jest to niezbędne do realizacji uprawnienia lub spełnienia obowiązku wynikającego z przepisu prawa. Co istotne, przepis ten nie dotyczy wyłącznie uprawnień pracowników, ale także tych przysługujących pracodawcy (np. możliwości odwołania pracownika z urlopu).

Oczywiście, powyższe zapisy nie wykluczają możliwości przetwarzania przez pracodawcę również innych danych osobowych pracownika (np. danych z ocen rocznych), które są zbierane np. w wyniku wykonywania umowy o pracę.

Udostępnienie w formie oświadczenia

Przed nowelizacją udostępnienie pracodawcy danych osobowych następowało w formie oświadczenia osoby, której one dotyczyły, pracodawca miał jednak prawo żądać udokumentowania danych osobowych. Obecnie udostępnienie pracodawcy danych osobowych następuje w formie oświadczenia osoby, której dane dotyczą, przy czym pracodawca może żądać udokumentowania danych osobowych kandydatów i pracowników, ale w zakresie niezbędnym do ich potwierdzenia.

Zgoda jako podstawa przetwarzania

 Nowe przepisy wskazują wprost, że zgoda osoby ubiegającej się o zatrudnienie lub pracownika może stanowić podstawę przetwarzania przez pracodawcę innych danych osobowych niż wymienione w art. 221 § 1 i 3 k.p.,
z wyjątkiem danych osobowych, o których mowa w art. 10 RODO (czyli danych o karalności). Przetwarzanie dotyczy danych osobowych udostępnianych przez osobę ubiegającą się o zatrudnienie lub pracownika na wniosek pracodawcy lub też danych osobowych przekazanych pracodawcy z inicjatywy osoby ubiegającej się o zatrudnienie lub pracownika. Należy przy tym pamiętać, że udzielenie takiej zgody musi spełniać warunki wskazane w RODO.

Zgoda osoby ubiegającej się o zatrudnienie lub pracownika może także stanowić podstawę przetwarzania przez pracodawcę szczególnych kategorii danych osobowych (czyli danych dotyczących zdrowia, ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przynależność do związków zawodowych itp.), lecz jedynie w wypadku, gdy przekazanie tych danych następuje z inicjatywy osoby ubiegającej się o zatrudnienie lub pracownika. Pracodawca nie może zatem żądać przekazania takich danych.

Brak zgody lub jej wycofanie, nie może być podstawą niekorzystnego traktowania osoby ubiegającej się o zatrudnienie lub pracownika, a także nie może powodować wobec nich jakichkolwiek negatywnych konsekwencji, zwłaszcza nie może stanowić przyczyny uzasadniającej odmowę zatrudnienia, wypowiedzenie umowy o pracę lub jej rozwiązanie bez wypowiedzenia przez pracodawcę.

 Upoważnienia

Do przetwarzania szczególnych kategorii danych osobowych mogą być dopuszczone wyłącznie osoby posiadające pisemne upoważnienie do przetwarzania takich danych wydane przez pracodawcę. Zatem każda osoba, która jest dopuszczona do przetwarzania takich danych osobowych,  musi posiadać stosowne pisemne upoważnienie. Osoby dopuszczone do przetwarzania takich danych są obowiązane do zachowania ich w tajemnicy.

Monitoring

 Pewne modyfikacje dotyczą monitoringu. Z możliwości objęcia monitoringiem wyłączono pomieszczenia udostępniane zakładowej organizacji związkowej. Natomiast zastosowanie monitoringu pomieszczeń sanitarnych, o ile są spełnione warunki jego dopuszczalności wskazane w art. 222 k.p. wymaga uzyskania uprzedniej zgody zakładowej organizacji związkowej, a jeżeli u pracodawcy nie działa zakładowa organizacja związkowa – uprzedniej zgody przedstawicieli pracowników wybranych w trybie przyjętym u danego pracodawcy, co wcześniej nie było wymagane.

Badania lekarskie

Nieznaczne zmiany dotyczą również regulacji związanej z badaniami lekarskimi. Wstępnym badaniom lekarskim nie będą podlegać osoby przyjmowane do pracy u innego pracodawcy na dane stanowisko w ciągu 30 dni po rozwiązaniu lub wygaśnięciu poprzedniego stosunku pracy, jeżeli posiadają aktualne orzeczenie lekarskie stwierdzające brak przeciwwskazań do pracy w warunkach pracy opisanych w skierowaniu na badania lekarskie
i pracodawca ten stwierdzi, że warunki te odpowiadają warunkom występującym na danym stanowisku pracy, z wyłączeniem osób przyjmowanych do wykonywania prac szczególnie niebezpiecznych. W takiej sytuacji pracodawca żąda od przyjmowanej osoby aktualnego orzeczenia lekarskiego stwierdzającego brak przeciwwskazań do pracy na danym stanowisku oraz skierowania na badania będące podstawą wydania tego orzeczenia.

Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych

Ustawa nowelizuje również przepisy ustawy z dnia 4 marca 1994 r., o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych (Dz.U. z 2018 poz. 1316 ze zm.) przewidując, że udostępnienie pracodawcy danych osobowych osoby uprawnionej do korzystania z funduszu, w celu przyznania ulgowej usługi i świadczenia oraz dopłaty z funduszu i ustalenia ich wysokości, następuje w formie oświadczenia. Pracodawca może żądać udokumentowania danych osobowych w zakresie niezbędnym do ich potwierdzenia. Potwierdzenie może odbywać się w szczególności na podstawie oświadczeń i zaświadczeń o sytuacji życiowej (w tym zdrowotnej), rodzinnej i materialnej osoby uprawnionej do korzystania z funduszu.

Ustawodawca wskazał, że przetwarzanie danych jest dopuszczalne przez okres niezbędny do przyznania ulgowej usługi i świadczenia, dopłaty oraz ustalenia ich wysokości, a także przez okres niezbędny do dochodzenia praw lub roszczeń. Na pracodawcę nałożony został obowiązek dokonywania przeglądu tych danych, nie rzadziej niż raz w roku kalendarzowym, w celu ustalenia niezbędności ich dalszego przechowywania.

*              *              *

Warto zauważyć, że z uwagi na brak przepisów przejściowych w zakresie powyższych zmian, nowe zasady obowiązują nie tylko w stosunku do nowych, ale również istniejących stosunków pracy. Pracodawcy powinni zatem zweryfikować poprawność posiadanych dokumentów i formularzy oraz stosowanych praktyk.

Pobierz alert w wersji PDF